Site Loader

Niedawno zabraliśmy Was do klubu swingerskiego Fata Morgana. Ale Amsterdam to nie tylko klubowe noce i taniec nagości w rytmie swingu. To także przestrzenie, które przyciągają inną energią – gęstą, cielesną, niejednoznaczną. I dziś zabierzemy Was właśnie tam – do słynnej Dzielnicy Czerwonych Latarni i Muzeum Prostytucji.

Czerwona poświata

Za dnia dzielnica ta nie różni się zbytnio od innych części miasta. Wąskie uliczki, rowery przypięte do latarni, turyści sączący piwo nad kanałem. Czerwone lampy naprawdę tu są, ale ich blask nie bije w oczy. To raczej miękka zapowiedź tego, co dzieje się po zmroku. Gdy zachodzi słońce, miasto się zmienia. Ulice otula czerwona poświata, jakby Amsterdam sam chciał dać sygnał, że oto zaczyna się coś innego. Coś, o czym się mówi, ale wciąż z półszeptem. Czasem z fascynacją. Często z niezrozumieniem. Latarnie… były inne. Nie neonowe, nie krzykliwe. Pomalowane na ciemną, głęboką czerwień – bardziej bordową niż klasycznie czerwoną – jakby celowo nadawały tej przestrzeni ciężaru i powagi. Nie prowokowały. Raczej zapraszały do zadania sobie pytania: co naprawdę tutaj widzę?

Wieczór był lepki od wilgoci. Przemykaliśmy przez zaułki, w których mieszał się zapach kanałów, kadzideł i frytek z majonezem. Miasto żyło – głośne, rozbawione, trochę prowokacyjne. Jakby puszczało do nas oko. I nagle – one. W witrynach. Na parterze, czasem piętro wyżej, czasem w podpiwniczeniach. Kobiety. Nieprzyzwoicie piękne. Niektóre chłodne i posągowe jak greckie boginie, inne z rozbrajającym uśmiechem. Wszystkie – obecne. Ich spojrzenia były świadome, makijaż dopracowany, bielizna dobrana z wyrachowaną precyzją. To nie był przypadek. To była praca.

Nie robiliśmy zdjęć. Po pierwsze – nie wolno. Fotografowanie witryn to wykroczenie, za które grozi grzywna. Po drugie – to nie był spektakl. To był moment. Intymny. Gęsty od emocji. Staliśmy więc i patrzyliśmy. W milczeniu. Nie jak klienci. Bardziej jak ludzie, którzy rozumieją, że to, co dzieje się za szkłem, jest dużo bardziej złożone niż się wydaje.

W zgodzie z prawem

Prostytucja w Holandii jest legalna. I to nie slogan. To rzeczywistość – uregulowana, nadzorowana, podatkowo uporządkowana. Kobiety, które stoją w witrynach, często wynajmują pokój na godziny. Samodzielnie opłacają czynsz, prezerwatywy, środki czystości. Działają jak freelancerki. Prowadzą księgowość, płacą podatki. Tak jak fryzjerki, graficzki, trenerki. Z jednej strony – niezależność. Z drugiej – samotność i odpowiedzialność. Bo choć system chroni je bardziej niż w wielu innych krajach, społeczna stygma nadal ma się świetnie.

Nie oceniamy. Bo jak ocenić coś, co zawiera w sobie tyle zmiennych? Gdzie kończy się wybór, a zaczyna konieczność? Gdzie autonomia, a gdzie cichy przymus społecznych oczekiwań, biedy, migracji, samotności? Niedawno przeczytaliśmy komentarz pod postem opisującym chęć skorzystania z usług seksualnych: „To obrzydliwe.”  Jedno słowo. Ciężkie jak cegła. Zatrzymało nas. Bo słowa mają moc. Stygmatyzują. Krzywdzą. Odbierają godność. Rzucone bez refleksji, wracają jak bumerang. I czasem uderzają – nie autora, ale tę, która po pracy nie chce spojrzeć sobie w oczy. Matkę, która nigdy nie powiedziała córce, czym się zajmuje. Dziewczynę, która znów przeczytała o sobie, że „jest tylko ciałem”.

Chcieliśmy zrozumieć więcej

Zgłębić, nie tylko zerknąć. Dlatego udaliśmy się do Muzeum Prostytucji, które znajduje się w samym sercu dzielnicy. Bilet wstępu kosztował 15 euro. Sama przestrzeń muzeum jest bardzo wąska, niemal klaustrofobiczna. Czasem trudno się zatrzymać przy eksponacie, bo tłum napiera od tyłu. Ale i w tym było coś symbolicznego – bo przecież właśnie tak wygląda wiele z historii tych kobiet: brak przestrzeni, brak oddechu, ciągły pośpiech, brak prywatności.

Na ścianach zawieszono tabliczki z faktami:

  • średnie zarobki sex workerek,
  • zakres państwowego nadzoru nad tą branżą,
  • wskazówki, jak odnieść sukces w zawodzie, który wymaga nie tylko wyglądu, ale także umiejętności negocjacji, odporności psychicznej, znajomości języków i ogromnej samodyscypliny.

Można było samodzielnie usiąść na czerwonym, okrągłym stołku i spojrzeć przez podświetlone na bordowo okno na ludzi przechodzących ulicą – z perspektywy kobiety pracującej w witrynie. To doświadczenie wytrącało z komfortu. Nie było erotyczne. Było prawdziwe.

Zaaranżowano też kilka przestrzeni oddających warunki, w jakich kobiety pracują – łazienka, łóżka do uciech, akcesoria BDSM.

 

Był też kącik pamięci – zdjęcia kobiet, które zostały zamordowane podczas spotkań z klientami. I choć wszystko wokół było w kolorach, ten fragment wystawy był bezbarwny. Milczący. Wstrząsający.

Czy warto było tam pójść? I tak, i nie. Tak – bo człowiek zawsze czegoś nowego się dowiaduje. Nie – bo ekspozycja była zbyt ciasna, zbyt szybka, niepozwalająca na pełne wchłonięcie wiedzy i emocji.

Ale my byliśmy. Zobaczyliśmy. I opisaliśmy.

Słowa mają znaczenie

W Polsce coraz częściej odchodzi się od słowa „prostytucja” na rzecz określeń takich jak „praca seksualna” czy „sex working”. Dlaczego?

Być może dlatego, że język kształtuje rzeczywistość. Słowo „prostytucja” bywa odarte z człowieczeństwa. Obciąża. Narzuca wstyd. „Praca seksualna” przywraca podmiotowość. Pokazuje, że to, co niektórym wydaje się moralnym wyborem, dla innych jest zwyczajnym zawodem. Ryzykownym, ale wykonywanym świadomie i często z dumą. A jednak za granicą pojęcie „prostitution” nadal funkcjonuje. Może dlatego, że nie toczą się tam aż tak głośne dyskusje językowe. Może dlatego, że system regulacji prawnych przesłania potrzebę redefinicji słów.

Nie mamy jednej odpowiedzi. Ale mamy przekonanie, że każdy ma prawo zarabiać na życie tak, jak czuje – o ile jest to jego własna, autonomiczna decyzja. Każdy ma też prawo korzystać z oferowanych usług – o ile odbywa się to w zgodzie z drugim człowiekiem, bez przemocy i bez uprzedzeń.

Na koniec – jedna myśl, która może być puentą całego spaceru:

Wszystko powinno odbywać się w zgodzie ze sobą i z szacunkiem do innych.

Nie potrzeba więcej.

Tekst: Luiza

Teraz Twoja kolej! Dołącz do naszej swingerskiej społeczności!

Facebook: https://www.facebook.com/SwingWithMeBlog/

Instagram: https://www.instagram.com/newswingwithme/

Grupy na FB: https://www.facebook.com/groups/rozmowyoswingu/

                                https://www.facebook.com/groups/otwartagrupaswingu/

Grupa na Discord: https://discord.gg/sthJtZnXfZ

Zbiornik: https://zbiornik.com/Swing_with_me_blog

                https://zbiornik.com/Luiza_Eryk

___

Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Niech inni też się o nas dowiedzą :)