Site Loader

Zabierzemy Was w podróż. Daleką, pełną kontrastów. Do miejsca, które kusi obietnicą, że wszystko jest możliwe. Do Dubaju. To nie będzie typowy wpis podróżniczy. Nie znajdziecie tu szczegółowej listy atrakcji (choć pokażemy wam gdzie byliśmy) ani porad, gdzie najlepiej zjeść. W sieci jest ich mnóstwo. My chcemy opowiedzieć o Dubaju tak, jak go poczuliśmy – wszystkimi zmysłami.

To nie była podróż planowana od dawna. Wystarczyła jedna informacja o festiwalu Untold i impuls – a może by tak polecieć? Loty i noclegi kosztowały niewiele więcej niż tydzień nad Bałtykiem. Decyzja zapadła natychmiast.

Już po wylądowaniu wiedzieliśmy, że trafiliśmy do innego świata. Samolot toczył się po pasie jak po mieście z betonu i świateł. Dubai International Airport przypomina labirynt z ruchomych chodników i błyszczących szyb. Zanim dotarliśmy po bagaże, musieliśmy wsiąść do pociągu. Zewsząd dobiegał szum klimatyzacji, stukot kółek walizek, spokojny głos z głośników. Powietrze pachniało metalem i czystością, jakby ktoś chciał nas przygotować na sterylną doskonałość, która czekała za drzwiami. Drugie lotnisko – Dubai Al Maktoum – było jego zupełnym przeciwieństwem. Ciche, puste, niemal senne. Po kilku dniach w Dubaju ta cisza smakowała jak ulga, jak moment, w którym można wreszcie nabrać powietrza.

Bombardowanie zmysłów

Miasto uderza w zmysły od pierwszego kroku. Powietrze gęstnieje od zapachów przypraw i perfum. Światła oślepiają nawet nocą. W każdym sklepie, galerii, restauracji błysk, chłód klimatyzacji i muzyka sącząca się z głośników. Dubaj nie pozwala milczeć. Aby dostać się do najwyższego budynku świata, trzeba przejść przez Dubai Mall, królestwo szkła i zapachów. Wystarczy przekroczyć próg, by zniknąć w gąszczu dźwięków, świateł i ludzi. Różnorodność aromatów była tak intensywna, że po kilku minutach czułam zawrót głowy. Powietrze drgało od woni perfum, a każdy oddech był jak wejście w inny zapachowy świat. Świetlówki odbijały się w błyszczących posadzkach, a muzyka z każdej witryny tworzyła niekończący się szum. W tym chaosie można się zgubić – dosłownie i w przenośni.

Już pierwszego dnia zaskoczyła nas burza piaskowa. Niebo zrobiło się mętne, powietrze ciężkie, a każdy wdech smakował pyłem. Miasto na chwilę straciło ostrość, jakby ktoś przesłonił światło filtrem z pustynnego kurzu. W tym wszystkim było coś apokaliptycznego, ale też hipnotyzującego.

Dubaj zachwyca czystością. Ulice błyszczą, a ekipy sprzątające pojawiają się bez przerwy. Widzieliśmy ludzi polerujących metalowe słupki i przecierających balustrady w upale. To, co w innych miejscach byłoby przesadą, tutaj jest codziennością. Podobnie jak bezpłatne toalety – w metrze, sklepach, na ulicach. Coś, co w Polsce bywa luksusem, tam jest normą.

Metro nieidealne

Skoro już wspomnieliśmy o metrze, warto przy nim na chwilę się zatrzymać. To kolejny zaskakujący element Dubaju, choć niekoniecznie w pozytywnym sensie. Pociągi kursują często, a sieć połączeń jest jasna i prosta, ale system nie działa przez całą dobę. Od poniedziałku do czwartku oraz w soboty metro funkcjonuje od piątej rano do północy, w piątki do pierwszej, a w niedzielę rusza dopiero o ósmej. Trudno uwierzyć, że miasto, które tętni życiem przez całą noc, pozwala sobie na tak długie przerwy.

Samo metro robi wrażenie. Stacje są przestronne, chłodne, oświetlone mlecznym blaskiem lamp. Pachnie czystością, ale w godzinach szczytu ta sterylność znika. Tłum faluje, powietrze gęstnieje, a każdy ruch wymaga cierpliwości. To doświadczenie potrafi zburzyć nawet największy spokój.

W każdym pociągu znajdują się specjalne przedziały – jeden przeznaczony dla kobiet i dzieci, drugi luksusowy Gold Class z wygodnymi fotelami i większą przestrzenią. Przyznajemy, że następnym razem pewnie wybralibyśmy ten „złoty”, bo jazda w ścisku potrafi odebrać całą przyjemność z podróży.

 

Przedział dla kobiet z dzieckiem nie jest wymogiem. Kobieta może również wsiąść do przedziału standardowego, ale przyznam, iż dobrowolnie korzystałam z kobiecego wagonu, gdyż był w nim mniejszy tłum, a ja tłoku bardzo nie lubię.

Miasto zakazów

Dubaj to również miasto zakazów. Zasady są jasne i niepodważalne.

Nie wolno pić alkoholu w miejscach publicznych. Samo jego kupienie jest wyzwaniem. W zwyczajnych sklepach półki uginają się od kolorowych napojów, ale nie znajdziecie tam niczego z procentami. Alkohol sprzedawany jest wyłącznie w specjalnych punktach, do których trzeba dotrzeć z paszportem w ręku. Dla miejscowych procedura jest jeszcze bardziej skomplikowana. Muszą okazać dowód tożsamości i zapłacić kartą zagranicznego banku. Wszystko po to, by zachować pozory, że Dubaj pozostaje miastem wolnym od alkoholu.

Zakazane jest również publiczne okazywanie uczuć. Przytulenie, pocałunek, a czasem nawet trzymanie się za rękę może zostać uznane za niestosowne. W dzielnicach turystycznych nikt nie reagował przesadnie, ale w bardziej lokalnych rejonach lepiej zachować ostrożność. Ta granica między swobodą a zakazem jest tam wyczuwalna jak napięcie w powietrzu.

Przed przylotem warto też sprawdzić listę leków dozwolonych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Niektóre substancje dostępne bez recepty w Polsce mogą być tam zakazane. Przy chorobach przewlekłych najlepiej mieć przy sobie receptę lub zaświadczenie od lekarza. W Dubaju porządek dotyczy wszystkiego – nawet zawartości apteczki.

Z aparatem również trzeba uważać. Fotografowanie budynków rządowych, służb porządkowych czy kobiet może skończyć się kłopotami. Wystarczy jedno nieostrożne ujęcie, by ktoś poczuł się urażony. To miasto, które patrzy i nie lubi, gdy ktoś patrzy na nie zbyt blisko.

Zaskakujące jednak, że w kwestii ubioru Dubaj okazał się bardziej elastyczny, niż można by się spodziewać. Kobiety chodziły w sukienkach do kolan, w lekkich bluzkach na ramiączkach, często bez żadnych spojrzeń pełnych dezaprobaty. W galeriach handlowych i restauracjach nikt nie zwracał na to uwagi. Inaczej było w miejscach kultu – tam obowiązywała cisza, szacunek i zakryte ciało. Odkryte ramiona czy nogi trzeba było ukryć pod długim materiałem. To naturalne, gdy przekracza się próg świątyni, gdzie powietrze pachnie kadzidłem i powagą.

Online – offline

W Dubaju nie trzeba martwić się o dostęp do internetu. Jest dosłownie wszędzie. Już podczas odprawy paszportowej, razem z pieczątką w dokumencie, otrzymuje się bezpłatną kartę SIM z pakietem dziesięciu gigabajtów danych ważnych przez dobę. Wystarczająco dużo, by spokojnie kupić lokalną kartę na resztę pobytu. W niektórych marketach stoją nawet automaty z kartami SIM.

Bezpłatne wifi dostępne jest niemal w każdym miejscu. W metrze, galeriach handlowych, kawiarniach i budynkach użyteczności publicznej.

My jednak postanowiliśmy inaczej. Świadomie wyłączyliśmy powiadomienia i wiadomości, zostawiając telefony w trybie samolotowym. Chcieliśmy poczuć to miasto naprawdę – usłyszeć jego dźwięki, a nie sygnały aplikacji. Ten cyfrowy detoks był jedną z najlepszych decyzji w całej podróży. Odłączenie od świata na chwilę pozwoliło nam znów naprawdę być tu i teraz.

Drugie dno

Dubaj to miasto, które potrafi olśnić i jednocześnie głęboko poruszyć. Turysta, który tu przyjeżdża, szybko odkrywa, że za błyszczącymi fasadami wieżowców kryją się historie, o których rzadko mówi się głośno. Z jednej strony – niewyobrażalne bogactwo szejków i arabskich elit, luksus za luksusem, drogie samochody, prywatne rezydencje i panoramy, które wyglądają jak migawka z przyszłości. Z drugiej – ciężki, często brutalny los tysięcy robotników napływających tu z Indii, Pakistanu i Bangladeszu w poszukiwaniu lepszego jutra.

To miasto zbudowane rękami ludzi, których nikt nie pokazuje na folderach reklamowych. Ludzi mieszkających w miejscach przypominających obozy pracy — w ciasnych barakach na obrzeżach, za pensje, które pozwalają jedynie przeżyć. By jedni mogli delektować się widokiem z najwyższych budynków świata, ktoś inny musiał te budynki wznieść. Często kosztem zdrowia, a czasem życia. Ten kontrast, ten dysonans pomiędzy warstwami społecznymi, jest tu bardzo widoczny.

Dubaj robi ogromne wrażenie. Nie sposób przejść obok niego obojętnie. Ale stojąc pod błyszczącymi wieżami, warto pamiętać, jaką cenę ktoś zapłacił, aby te widoki stały się możliwe.

W kolejnej części relacji, pokażemy Wam miejsca, które odwiedziliśmy. Będzie dużo do czytania i duuuużo zdjęć 🙂

Tekst: Luiza i Eryk

Fot.: Swing With Me

Niech inni też się o nas dowiedzą :)