Staliśmy wtedy wszyscy razem pod sceną na szczecińskich Juwenaliach. Trochę pijani powietrzem, trochę sobą nawzajem, trochę tym wszystkim, co nie daje nam spokoju – i nagle Krzysztof Zalewski wyśpiewał to, co wszyscy czuliśmy, ale baliśmy się powiedzieć na głos:
„Nie chodzi o deszcz
tylko o to, że znów nie ma Cię obok,
a wszystko jakby traci sens…
Chodźmy się kochać,
zamiast znowu się bać.”
No właśnie.
Chodźmy się kochać
Co by się stało, gdybyśmy na każdą kłótnię, każdy konflikt, każdą frustrację, każdy krzyk odpowiedzieli… przytuleniem? Dotykiem dłoni. Czułym spojrzeniem. Albo chociaż wiadomością, że jesteśmy – nawet jeśli daleko, nawet jeśli bez słów. Bo przecież w gruncie rzeczy to nie o deszcz chodzi. Nie o pogodę. Nie o pretekst. Chodzi o to, że nam siebie brakuje. Że uciekamy od bliskości, a to właśnie ona jest lekarstwem na wszystko. Na całe to popieprzone życie.
Wierzę – i nie jestem sama – że byłoby nam wszystkim o wiele lżej, gdybyśmy w trudnych momentach zadali sobie jedno pytanie: czy mogę teraz kogoś kochać, zamiast się złościć? Czy mogę wybrać zrozumienie, zamiast kolejnego uniku? Czy mogę przytulić, zamiast obrażać się po raz tysięczny?
Miłość nie musi być wielka, z fajerwerkami i afiszami. Może być zwyczajna, cicha, jak herbata zrobiona bez pytania, jak ręka położona na ramieniu w odpowiednim momencie. Bo prawda jest taka, że najprostsze rzeczy – są często najtrudniejsze do dostrzeżenia. Albo – cholera – najtrudniejsze do dania. Bo wymagają odwagi. O wiele większej niż nienawiść.
Zalewski śpiewa dalej:
„Chodźmy się kochać,
zamiast znów przeklinać,
zamiast znów uciekać w gniew…”
I nie chodzi tu tylko o fizyczność, choć i ta bywa zbawienna. Chodzi o obecność. O to, by powiedzieć sobie: jestem tu. I chcę być z Tobą, nawet jeśli wszystko inne się wali. A że czasem trzeba pobyć samemu? Oczywiście. Przestrzeń dla siebie to świętość. Ale prawda jest taka, że każdy z nas tęskni za byciem kochanym, choćby i w milczeniu.
I wiecie co? To wszystko to decyzja. Każdego dnia wybieramy, czy włączymy tryb „gniew”, czy „bliskość”. Czy napiszemy złośliwą wiadomość, czy zatrzymamy się i zapytamy: co Cię boli, kochanie? I to od nas zależy, czy świat stanie się chociaż odrobinę lepszy. Albo bardziej ludzki.
Jest coś jeszcze
A skoro już o decyzjach mowa – czas na drugą część tego felietonu. Równie ważną. Może nawet ważniejszą.
Bez pier*olenia, że to nie ma znaczenia. Ma. I to ogromne. Bo możliwość głosowania to nie tylko obowiązek. To przywilej. Ktoś kiedyś musiał się nieźle natrudzić, żebyśmy dziś mogli zrobić tak pozornie prostą rzecz jak postawić krzyżyk na kartce. A my co? Zostajemy w domu, bo pada? Bo się nie chce? Bo „i tak nic się nie zmieni”?
Wyrzućmy z tyłka to parszywe lenistwo. Te tony wymówek z głowy. Jeśli możemy coś zrobić, by ten świat – ten kraj, ta ulica, ta klatka schodowa – były mniej zimne, mniej pełne złości, to zróbmy to.
Nie ma już miejsca na bierność. Na letnie półśrodki. Na polityczne „meh”. Bo jak nie my, to kto? Jak nie teraz, to kiedy?
Chodźmy się kochać i chodźmy na wybory.
Tekst: Luiza
PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/nie-daj-sobie-wmowic/
___
Teraz Twoja kolej! Dołącz do naszej swingerskiej społeczności!
Facebook: https://www.facebook.com/SwingWithMeBlog/
Grupa na FB: https://www.facebook.com/groups/164573377243615
Discord: https://discord.gg/sthJtZnXfZ
Instagram: https://www.instagram.com/newswingwithme/
Zbiornik: https://zbiornik.com/Swing_with_me_blog
