Site Loader

Czy to nie zastanawiające, że jako ludzie potrzebujemy „przypominaczy”, by wracać do tego, co przecież powinno być fundamentem? Jakbyśmy w pędzie codzienności gubili rzeczy najprostsze. Miłość. Czułość. Uważność.

Ktoś ogłasza Dzień Kochania Siebie i nagle wszyscy próbują stanąć przed lustrem odważniej niż zwykle. W reklamach ludzie uczą się wypowiadać słowa „kocham cię” do własnego odbicia, jakby to była umiejętność wymagająca kursu i certyfikatu. A przecież relacja z samą sobą to ta najdłuższa, najbardziej intymna, najbardziej prawdziwa ze wszystkich.

Poranki ekstra i poranki do d…

Są poranki, kiedy wstaję i czuję w ciele moc. Skóra ma blask, spojrzenie jest pewne, ruch zdecydowany. Patrzę w lustro i myślę: tak, dzisiaj idę po swoje. Wiem, że dzień będzie mój. Ale są też takie poranki, kiedy budzik dzwoni za wcześnie, a ja wiem, że znowu nie dotrzymałam obietnicy o wcześniejszym śnie. Oczy lekko spuchnięte, włosy żyją własnym życiem, twarz bez makijażu nie przypomina okładki magazynu. Czy wtedy zachwycam się swoim odbiciem? Nie zawsze. Tylko że miłość do siebie nie polega na zachwycie. Polega na akceptacji. Na zgodzie na to, że energia faluje, że ciało bywa zmęczone, że emocje mają swoje przypływy i odpływy. Moje poczucie wartości nie opiera na jednym poranku. Wiem, że jeśli teraz jest mi średnio, to za godzinę mogę już śmiać się w głos. I daję sobie prawo do tej zmiany.

Kiedy przychodzi spadek formy, nie karzę się za niego. Nie odbieram sobie czułości. Odpuszczam. Na chwilę, na dwie. Na tyle, ile potrzebuję. Uczę się słuchać siebie nie tylko wtedy, gdy jestem w pełni sił, lecz także wtedy, gdy potrzebuję ciszy. Kocham siebie w wersji odważnej i błyszczącej. Kocham siebie w wersji kruchej i wycofanej. Tę, która zakłada małą czarną i koronkowe body, bo chce poczuć się zmysłowo. I tę, która siedzi w piżamie w serca, pisząc z kubkiem kawy w dłoni. W obu jestem prawdziwa. W obu jestem wystarczająca.

Prawdziwie, dla siebie

Do Walentynek podchodzę spokojnie. Nie potrzebuję czerwonych serc, by pamiętać, że kocham. Nie wciąga mnie różowe szaleństwo, choć potrafię docenić gest. Mężowi kupię Raffaello, bo wiem, że je lubi. Zrobię mu masaż, bo doceniam, jak rozluźnia się pod moimi wpływem mojego dotyku. Czy będzie w tym coś nadzwyczajnego? Nie. Bo masaż robię mu kilka razy w tygodniu, a ulubione słodycze przynoszę bez okazji.

Miłość nie jest dla mnie jednorazowym wydarzeniem. Jest praktyką. Codziennym wyborem. Czułym dotknięciem ramienia, gdy mijamy się w kuchni. Nie potrzebuję publikować w mediach naszej codzienności. To, co między nami, jest intymne. A intymność nie wymaga publiczności. Wymaga obecności. Celebruję więc zwykłe dni. Te bez konfetti, bez fanfar, bez specjalnej oprawy. Celebruję uważność bycia razem. I uważność bycia dla siebie. Bo prawdziwa miłość zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba udowadniania jej światu.

Dzień miłości bez okazji jest najlepszym, co możemy sobie podarować.

Tekst: Luiza

Fot.: Swing With Me

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/nie-kochaj-na-pokaz/

___

Teraz Twoja kolej! Dołącz do naszej swingerskiej społeczności!

Facebook: https://www.facebook.com/SwingWithMeBlog/

Instagram: https://www.instagram.com/newswingwithme/

Grupy na FB: https://www.facebook.com/groups/rozmowyoswingu/

                                https://www.facebook.com/groups/otwartagrupaswingu/

Grupa na Discord: https://discord.gg/sthJtZnXfZ

Zbiornik: https://zbiornik.com/Swing_with_me_blog

                https://zbiornik.com/Luiza_Eryk

Niech inni też się o nas dowiedzą :)