Site Loader

Druga część naszej relacji z Dubaju to już nie opowieść o przygotowaniach ani pierwszych wrażeniach. Teraz chcemy pokazać, co naprawdę zobaczyliśmy, doświadczyliśmy i czego nauczyło nas to miasto. Dubaj okazał się miejscem skrajnych kontrastów: z jednej strony niewiarygodny przepych i architektura, która wygląda, jakby ktoś próbował wyprzedzić przyszłość; z drugiej – zwykła, codzienna twarz miasta, często pomijana w turystycznych prospektach.

W tej części opowiemy o tym, jak wyglądały te kontrasty z bliska. O miejscach, które nas zachwyciły, i o sytuacjach, które zmusiły do zatrzymania się na chwilę i przemyślenia. O tym, co zostaje w głowie, kiedy opuszcza się Dubaj – nie tylko w zdjęciach, ale w refleksjach, które pojawiają się dopiero po czasie.

Burj Khalifa

Najwyższy budynek świata. Ma 828 metrów wysokości i kształt inspirowany kwiatem pustyni. Wieżowiec liczy 163 piętra użytkowe. Na dolnych kondygnacjach mieści się luksusowy hotel, którego wystrój zaprojektował Giorgio Armani. Na 124., 125. i 148. piętrze znajdują się tarasy widokowe, z których można podziwiać panoramę Dubaju. Na 144. piętrze działa klub nocny – najwyżej położony na świecie. A ci, którzy szukają duchowego objawienia, mogą odwiedzić meczet na 158. piętrze.

Burj Khalifa ma 57 wind, które pędzą z prędkością 10 metrów na sekundę, czyli 36 km/h. Podróż na platformę widokową trwa zaledwie minutę, ale zanim tam dotrzecie, przygotujcie się na sporą dawkę cierpliwości. Bilety kupuje się na konkretną godzinę (warto wcześniej online), lecz to wcale nie znaczy, że o wskazanej porze staniecie na tarasie. Najpierw kolejka do skanowania biletów, potem do rejestracji, następnie do windy i wreszcie do wejścia. Warto więc zarezerwować sobie więcej czasu.

Czekanie urozmaica film pokazujący budowę wieży (która powstała w zaledwie sześć lat) oraz niezwykłe wydarzenia, jakie się w niej odbywają. Po około godzinie udało nam się dotrzeć na górę. Już na wejściu zaczepiają fotografowie, którzy proponują sesję z „artystycznymi” pozami. Później wklejają wasze sylwetki w tło Dubaju i próbują sprzedać zdjęcia za około 300 AED. My tę atrakcję sobie darowaliśmy.

Mieliśmy też nietypowe szczęście – albo pecha – trafić na burzę piaskową. Dubaj wyglądał wtedy jak miasto z filmu katastroficznego: zamglony, cichy, tajemniczy. Widok był ograniczony, ale atmosfera – niepowtarzalna. Na tarasach panował spory tłok, każdy próbował zrobić najlepsze zdjęcie, a niektórzy potrafili zrobić setki selfie w kilka minut. Warto uzbroić się w cierpliwość. Zwiedzanie obejmuje dwa poziomy – 124. i 125. piętro. Jeśli będziecie chcieli zjechać na dół, polecamy zejść piętro wyżej – tam kolejka do windy była znacznie krótsza. Na tym poziomie znajduje się też sklepik z pamiątkami w zaskakująco rozsądnych cenach.

Po wyjściu z wieżowca i przejściu przez labirynt Dubai Mall warto skierować się w stronę fontann. To miejsce ma zupełnie inny klimat. Burj Khalifa z tej perspektywy wygląda imponująco, a w tle rozbrzmiewa nastrojowa muzyka w arabskim stylu.

Wieczorem to samo miejsce zmienia się nie do poznania. Od godziny 18.00 rozpoczynają się pokazy fontann i tłum gęstnieje z minuty na minutę. Każdy chce zająć najlepsze miejsce. Sam spektakl wodny robi wrażenie, choć spodziewaliśmy się nieco więcej. Za to oświetlona Burj Khalifa i sąsiadujące budynki prezentują się zjawiskowo. To widok, który naprawdę warto zobaczyć.

Dubajskie Akwarium i Podwodne Zoo

Kkupując bilety do Burj Khalifa, wybraliśmy od razu opcję łączoną – z dubajskim akwarium mieszczącym się, a jakże, w Dubai Mall. Z zewnątrz robi ogromne wrażenie. Szklana ściana akwarium zajmuje kilka pięter, a pływające w niej rekiny i płaszczki wyglądają jak kadry z filmu przyrodniczego. W marketingowych folderach szczególnie eksponowany jest szklany tunel, przez który można przejść pod wodą. W rzeczywistości jednak jest on dość krótki, a duża liczba odwiedzających sprawia, że traci nieco ze swojego uroku.

Początkowo sądziliśmy, że to właśnie tunel stanowi główną atrakcję, ale szybko odkryliśmy, że dalsza część ekspozycji znajduje się piętro wyżej. Prowadziły tam naklejone na podłodze ślady zwierząt – drobny, ale sympatyczny detal. Na górze atrakcji było już znacznie więcej, zwłaszcza dla najmłodszych. My widzieliśmy wcześniej podobne oceanaria, więc trudno było nas czymś zaskoczyć, choć musimy przyznać, że widok olbrzymiego krokodyla wzbudził respekt. Ten gad naprawdę wyglądał jak prehistoryczne monstrum.

Warto wiedzieć, że wszystkie dodatkowe atrakcje – wejście do jaskini z pingwinami, karmienie ryb czy rejs łodzią po akwarium – są płatne osobno. Miło spędziliśmy tam czas, choć trudno oprzeć się refleksji, że dla żyjących tam zwierząt nie jest to wymarzone miejsce. Czy polecamy? Niekoniecznie.

Centra handlowe

Pozostańmy jeszcze w temacie centrów handlowych, gdyż te dubajskie są jedynie w swoim rodzaju.

Ibn Battuta Mall to największe tematyczne centrum handlowe na świecie, nazwane na cześć słynnego marokańskiego podróżnika. Rozciąga się na ogromnej przestrzeni, podzielonej na sześć stref inspirowanych krajami, które odwiedził: Chinami, Indiami, Persją, Egiptem, Tunezją i Andaluzją. Każda z nich stanowi osobny świat – różni się zapachem, światłem, kolorami i dźwiękiem. W strefie Indii centralne miejsce zajmuje pełnowymiarowy zegar słoniowy – misterny mechanizm z epoki średniowiecza, w którym drewniane smoki i feniksy poruszają się z niezwykłą precyzją. W części chińskiej zwiedzających wita potężny statek zbudowany w naturalnych rozmiarach, wyglądający jak gotowy do wypłynięcia. Andaluzja kusi subtelnym szumem fontanny w kształcie lwów, otoczonej mozaikami i chłodnym cieniem arkad.

Mall of the Emirates potrafi zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych podróżników. W samym sercu pustyni mieści się tu stok narciarski z prawdziwego śniegu i działającym wyciągiem. Ski Park przypomina zimowe miasteczko, w którym można zjeżdżać na nartach, lepić bałwana albo po prostu spacerować między ośnieżonymi drzewkami. To niezwykła alternatywa dla upałów Dubaju – kilka kroków dzieli tu tropikalny żar od lodowatej ciszy górskiego kurortu.

Dla tych, którzy wolą ślizgać się niż zjeżdżać, Dubai Mall oferuje olimpijskie lodowisko. Gładka tafla lodu połyskuje w świetle reflektorów, a chłód unoszący się nad nią przynosi upragnione wytchnienie od rozpalonego miasta. Choć już sama klimatyzacja w takich miejscach przynosi ukojenie.

Dubai Frame

To jedna z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji miasta – ogromna, złocista rama, wyglądająca jak luksusowa oprawa dla panoramy Dubaju. Można dotrzeć do niej od strony ulicy lub przez pobliski park publiczny. My wybraliśmy właśnie tę drugą opcję. Spacer wśród zieleni okazał się doskonałym pomysłem – w parku panowała swobodna atmosfera, dzieci grały w piłkę, ktoś tańczył przy muzyce, a rodziny rozkładały koce przy kamiennych grillach. Wstęp kosztował zaledwie 5 AED, a dojście do ramy było nie tylko przyjemne, ale i praktyczne – dzięki temu znaleźliśmy się od razu w głównej kolejce, tuż przy wejściu. Osoby wchodzące od strony ulicy musiały czekać dłużej, aż tłum przed obiektem się zmniejszy.

Wejście do środka poprzedza część muzealna. To interaktywna podróż przez historię Dubaju – od pustynnej osady po futurystyczną metropolię. Winda wywozi zwiedzających na szczyt w kilka chwil, a tam czeka szklana kładka, która początkowo nie zdradza swojego efektu. Dopiero gdy przygasają światła, pod stopami otwiera się przepaść – widok w dół zapiera dech. Z jednej strony widać nowoczesny Dubaj z Burj Khalifą w centrum, z drugiej – stary port i spokojne wody zatoki Creek. Nam udało się trafić na zachód słońca. Miasto tonęło w złocie, a potem stopniowo rozbłyskało światłami wieczoru. To była idealna pora, by zobaczyć, jak Dubaj przechodzi z dnia w noc – spektakl, którego trudno zapomnieć. Jedynym mankamentem okazała się kolejka do windy zjazdowej. Organizacja pozostawiała wiele do życzenia, a zniecierpliwienie w tłumie narastało, czemu trudno się dziwić. Tutaj czas też jest walutą. Mimo to wrażenie z wizyty pozostało wyjątkowe – Dubai Frame to nie tylko punkt widokowy, ale symbol miasta, które potrafi zamknąć przeszłość i przyszłość w jednej, monumentalnej ramie.

Dubai Marina

Och, to miejsce powala przepychem, bogactwem, rozmachem. Tutaj czuć pieniądz, luksus. To nie miejsce dla „zwykłych ludzi”. To arena próżności, podkręcana wysokimi nominałami. Prywatne imprezy na jachtach, obsługa będąca na każde zawołanie. A to wszystko w otoczeniu drapaczy chmur. Można dostać się do niej metrem, ale my wybraliśmy opcję rejsu miejskim promem, który trwał prawie dwie godziny, ale dawał niepowtarzalną perspektywę na Dubaj od strony wody. Natomiast panoramy mariny o zmroku nie zapomnimy nigdy. Wyglądała obłędnie. Aż brakuje słów.

Palm Jumeirah

Zachwyca skalą i precyzją. Z lotu ptaka przypomina gigantyczną palmę wyrastającą z morza – symbol odwagi i ambicji Dubaju. To sztuczny archipelag o długości i szerokości około pięciu kilometrów, z szesnastoma „liśćmi” odchodzącymi od centralnego trzonu, otoczony półksiężycem o długości jedenastu kilometrów, który pełni funkcję falochronu. Na samym czubku palmy wznosi się hotel Atlantis, monumentalny jak pałac z innego świata.

Dojechać tam można kolejką Monorail. Przejazd w obie strony kosztuje 30 AED, lecz bilet dzienny za 35 AED pozwala swobodnie przesiadać się i odkrywać kolejne przystanki wyspy. Wnętrza hotelu emanują przepychem: w środku mieści się aquapark, akwarium z rekinami i mantami, a także apartamenty z panoramicznym widokiem na podwodne życie.

Przed wejściem błyszczą rzędy luksusowych samochodów, które same w sobie mogłyby stanowić wystawę.

My znów mieliśmy szczęście, iż będąc przy hotelu Atlantis natrafiliśmy na piękny zachód słońca. Natomiast, ilość jachtów na wodzie w tym czasie sprawiała, że chciało się powiedzieć głośne wow.

Choć Palm Jumeirah pozostaje imponującym osiągnięciem inżynieryjnym, to jego ekologiczne konsekwencje wciąż są przedmiotem wielu debat i badań. Jego powstanie miało wyraźny wpływ na środowisko naturalne. Budowa sztucznej wyspy zaburzyła naturalny przepływ wód i transport piasku w Zatoce Perskiej, co doprowadziło do erozji wybrzeża i konieczności regularnego uzupełniania osadów. Prace prowadzone na dnie morskim spowodowały też zniszczenie części raf koralowych oraz podniesienie mętności wody, co ogranicza światło docierające do roślin wodnych. Badania wskazują również na wzrost temperatury wody wokół wyspy oraz spadek różnorodności biologicznej. Czy zatem natura nie powinna być ważniejsza od kaprysów bogaczy? Ale tam gdzie rządzi pieniądz – niestety, są inne priorytety.

Al Ras

To historyczna dzielnica Dubaju, tak zgoła odmienna od futuryzmu i nowoczesności po drugiej stronie rzeki.

To tutaj właśnie znajdziecie targ złota i przypraw i to tutaj poczujecie klimat dawnej wioski rybackiej i kupieckiej. Warto spróbować lokalnego jedzenia, które jest naprawdę bardzo tanie. Za arabską shoarmę zapłaciliśmy aż 5 AED. Gdzie w Polsce kupicie uliczne jedzenie w takiej cenie? Uliczki są tu wąskie, a sklepy małe.

Z pozoru, szwendanie się po nich wydawało się nie do końca bezpieczne, ale musimy potwierdzić, iż Dubaj jest bardzo bezpiecznym miastem. Tu Wielki Brat patrzy, a kamery są na każdym rogu. W związku z tym, społeczeństwo bardzo się pilnuje, by nie naruszyć wielu panujących zakazów, za które obowiązują surowe kary. Będąc w Dubaju, zahaczcie o Al Ras. Nie pożałujecie.

Golden Souk – Targ Złota

Złoto to symbol Dubaju. Ma być go dużo, ma błyszczeć i przyciągać wzrok. Sami złota nie nosimy, więc wybraliśmy się tam z czystej ciekawości – by zobaczyć na własne oczy jubilerski kunszt i prawdziwą sztukę rzemiosła. Na Targu Złota w złoto można się dosłownie… ubrać.

Różnorodność sklepów zachwycała. W każdym z nich czuwał ochroniarz, a sprzedawcy z uśmiechem zapraszali do środka, prezentując swoje wyroby. W tle dało się słyszeć charakterystyczny gwar negocjacji – targowanie się to tutaj niemal rytuał. Ja za tym nie przepadam, ale Eryk to prawdziwy mistrz tej sztuki. Jeśli trzeba coś „ugrać”, to tylko z nim.

Jeśli kusi was zakup złotego kruszcu, wybierajcie renomowane sklepy, które wystawiają certyfikat autentyczności – przydaje się on przy odprawie na lotnisku. My zaspokoiliśmy ciekawość, nacieszyliśmy oczy blaskiem i ruszyliśmy dalej odkrywać Dubaj.

Spice Souk

Dubaj to również świat przypraw, dlatego koniecznie trzeba się wybrać na Spicy Market, ale ostrzegamy, iż tu będziecie wręcz osaczeni ilością sprzedawców oraz ofert nie do odrzucenia. Oni nie są nachalni, ale jest ich po prostu dużo, a to może przytłaczać. Oczywiście, bez negocjacji się nie obędzie i należy w tych rozgrywkach być twardym graczem. Konkurencja jest spora, więc lepszy klient, który daje mniej, niż klient, który pójdzie gdzie indziej.

UNTOLD Festival

Jak wspominaliśmy, Festiwal UNTOLD był naszym głównym celem podróży. To wydarzenie jest nam znane z bliższych geograficznie nam rejonów, czyli Rumunii i śmiało możemy powiedzieć, że rumuńska edycja, jest jednym z najlepszych eventów, na których kiedykolwiek byliśmy. Stąd szybka decyzja o wyjeździe do Dubaju, bo skoro w Rumunii było genialnie, to w Dubaju rozmach będzie na pewno większy.

I… zawiedliśmy się. Przede wszystkim umiejscowieniem festiwalu, który używając kolokwialnego języka był „w pizdu nigdzie” – w tematycznym parku Dubai Parks & Resorts. Sam dojazd do niego zajmował prawie dwie godziny, a powrót, przez przerwy w działaniu metra, był dosłownie koszmarem i to nam zabrało dużą część frajdy. Owszem, pobawiliśmy się świetnie przez setach: Armin van Buuren, Steve Aoki, Martin Garrix, i jak to my – szliśmy bez ekipy, a bawiliśmy się z ekipą.

Natomiast, przejście od głównej sceny, do scen mniejszych też zajmowało wiele czasu ze względu na dzielący je dystans. Nogi z tyłka nam wychodziły od ilości trzaskanych kilometrów, a do tego trzeba też dodać ilość kroków wytańczonych. Limity kroków wypełniliśmy w zapasie na kolejny miesiąc. Minusem były również ciągłe zmiany w lineupie, co utrudniało zaplanowanie czasu, co do przestrzeni.

Natomiast ceny trunków zwalały z nóg – woda 25 AED, piwo 60 AED, o drinkach nawet nie ma co wspominać. Pamiętacie, jak pisaliśmy o utrudnionym dostępie do alkoholu w Dubaju? Dla lokalsów, cena nie odgrywała znaczenia. Oni tak chcieli się wyluzować, że najczęściej już po dwóch piwach stali oparci o płoty, albo zalegający na trawie. Na festiwalu nie było żadnych restrykcji odnośnie ubioru, więc kobiety i dziewczyny szalały, jak mogły. UNTOLD stał się również powiewem wolności dla par o różnorodnych orientacjach. Tu mogli chodzić za rękę i pokazywać uczucia, ale mimo wszystko, gdy namiętność za bardzo ich ponosiła, pojawiła się ochrona, kulturalnie przywołując ich „do porządku”.

Czy wrócimy tu na UNTOLD? Nie. Czy wrócimy do Dubaju? Być może, jako miasto transferowe do dalszych destynacji. Dubaj to miasto na pokaz, na pewno żyć byśmy tu nie chcieli, mając na względzie, wszystko to, co dzieje tutaj, a nie jest widoczne dla turystów. Czasami lepiej jest nie wiedzieć, ale ta niewiedza jest fundamentem hipokryzji zbudowanej na czyimś nieszczęściu. Bardzo polecamy Wam do przeczytania książkę „Dubaj krwią zbudowany” autorstwa Marcina Margielewskiego. To dobry reportaż. To mocny reportaż. Po jego przeczytaniu, uświadomicie sobie, jak świat jest niesprawiedliwy i jak sami w głowach mamy często niesprawiedliwe osądy. Pamiętacie też jak kilka lat temu było głośno o zorganizowanych wyjazdach o charakterze seksualnym, właśnie do tego miasta? „Dziewczyny z Dubaju”, reportaż Piotra Krysiaka zatrząsnął światem polskiego show biznesu, ujawniając tajniki zdobywania karier i bogacenia się niektórych celebrytek oraz influencerek, znanych z okładek magazynów i telewizyjnych ekranów. Ta pozycja też jest warta przeczytania.

Dubaj – byliśmy, zobaczyliśmy, zwiedziliśmy. To, co nam zostało w głowach i ujęte w fotografiach – opisaliśmy i pokazaliśmy. Dla siebie, jak i dla Was. Z pewnością, motyw dubajski pojawi się w kolejnej powieści, a dokąd on nas zaprowadzi, tego sami jeszcze nie wiemy.

Tekst: Luiza i Eryk

Fot.: Swing With Me

PRZECZYTAJ: https://swingwithme.pl/dubaj-miasto-pachnace-zlotem-i-piaskiem-czesc-i/

___

Teraz Twoja kolej! Dołącz do naszej swingerskiej społeczności!

Facebook: https://www.facebook.com/SwingWithMeBlog/

Instagram: https://www.instagram.com/newswingwithme/

Grupy na FB: https://www.facebook.com/groups/rozmowyoswingu/

                                https://www.facebook.com/groups/otwartagrupaswingu/

Grupa na Discord: https://discord.gg/sthJtZnXfZ

Zbiornik: https://zbiornik.com/Swing_with_me_blog

                https://zbiornik.com/Luiza_Eryk

___

Kawka? Bardzo chętnie! Jeżeli masz ochotę wspierać nas w tym, co robimy – to możesz zrobić to tutaj:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

 

Niech inni też się o nas dowiedzą :)